Kochani ostatnio sporo się u mnie działo i nie miałam głowy do pisania, ale teraz wracam ja i wracają rozdziały dla was! Także 40 pojawi się dziś wieczorem koło 21:00, a następne w granicach 2 tygodni, gdyż koniec roku zbliża się wielkimi krokami i trzeba zacząć poprawiać oceny itp, itd.
czekajcie do 21:00!
i witam Was ponownie!
Pozdrawiam /Patty :3
wtorek, 12 maja 2015
środa, 1 kwietnia 2015
Ważna informacja!
Kochani moi, prawdopodobne jest to że chyba zawieszę bloga, gdyż ostatnimi czasy trochę się pozmieniało i mam teraz mniej czasu na obowiązki związane z blogiem. (Nie, to nie jest żart na proma aprilis) pozdrawiam /Patty :3
piątek, 20 marca 2015
Informacja
Kochani, rozdział pojawi się jakoś w niedzielę wieczorem, gdyż dzisiaj kompletnie nie mam weny a jutro praktycznie cały dzień mnie nie ma. Proszę was o cierpliwość i wyrozumiałość :3 /Patty :3
sobota, 7 marca 2015
Rozdział 39
Była to dość wysoka, szczupła kobieta o ciemnozielonych oczach i czarnych długich włosach. Na moje oko miała jakieś 21-22 lata.
-wybaczcie za spóźnienie, ale korki straszne. O Mario, z dnia na dzień coraz większe ciacho z ciebie!- trajkotała swoim piskliwym głosem. Większość naszej grupki, chociaż nie była zachwycona obecnością dziewczyny przywitała ją. Ja i Marco wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia i uznaliśmy że nie zrobiła na nas dobrego wrażenia.
- Bett poznaj moją dziewczynę Zuzę.- Mario przedstawił mnie a ja tylko wymieniłam ze znajomą zimne spojrzenia co nie uszło uwadze Marco i Mario. -a to mój najlepszy przyjaciel, Marco.- blondyn rzucił obojętne "miło mi" jednak nawet nie podniósł wzroku, żeby na nią spojrzeć.- to Bett, właśnie wróciła z Londynu.
- Mario, dziobku nie wspomnisz że byliśmy razem przez 2 lata?- spojrzałam wściekłym spojrzeniem na nią a chwilę później na Mario.
-Ekhym..- odchrząknął teatralnie Mats.- Mo był bardzo głodny zamówmy już coś.
-tak, dobry pomysł...- zgodził się z Matsem, Mario, a ja posłałam mu pogardliwe spojrzenie. Po złożeniu zamówień i nawet po skończonym posiłku rozmowy przy stole toczyły się w sumie między wszystkimi, ale Mario i tak poświęcał najwięcej czasu Bett, gdy ja coś powiedziałam tylko na mnie spojrzał i nawet niczego nie skomentował, totalnie miał mnie gdzieś, bolało mnie to, że byłoby mu na rękę gdybym stamtąd wyszła. Nie rozumiałam jego zachowania, ostatnio wyjaśniłam mu jak mnie boli jego zachowanie wobec kobiet a on? A on zachowywał się jak gdyby żadnej takiej rozmowy nie było.
Po kilka lampkach wina, które Mario i Bett pochłaniali jak gąbki, zaczęli się do siebie kleić. Nie umiałam na to patrzeć, wstałam i miałam wyjść, ale wszyscy spojrzeli na mnie pytającym spojrzeniem.
-Wybaczcie, jakoś mi niedobrze-skierowałam wzrok na Bett- idę się przewietrzyć, Marco przepuścisz mnie?
-Właściwie to chyba też pójdę, bo coś niezbyt...no..- również spojrzał na Bett i Mario a ja posłałam lekki uśmiech w kierunku blondyna, bo mimo że chyba był na mnie zły to trzymał moją stronę kiedy Mario, robił coś co mnie raniło.
-Zu, czekajcie. Ogarnę ich.- szepnął do mnie Mats
-nie trzeba, my już wychodzimy- spojrzałam na Marco, po czym dodałam z ironią w kierunku Mario- miłego wieczory wam życzę...
- ej! Zuzik!- zaczęła zmartwiona Cathy, której odpowiedziałam że zdzwonimy się wieczorem. Po chwili ruszyłam w kierunku wyjścia, jednak zatrzymał mnie głos Mario.
-Zuza nie wydurniaj się!- powiedział podniesionym tonem i złapał mnie za nadgarstek.
-Ałć!- syknęłam- puść!
-Mario!- próbował przywrócić go do porządku Mats, udało mu się bo Mario mnie puścisz. Spojrzałam na twarz czarnowłosej dziewczyny, widniał na niej bezczelny uśmieszek. Miałam ochotę zetrzeć jej go z twarzy...
-przeginasz stary!- syknął do niego Marco.
Gdy tylko znalazłam się na zewnątrz rozpłakałam się i nie potrafiłam się opanować, w takich sytuacjach ta, Marco po raz kolejny pokazał że mnie nie zawiedzie. Pomimo atmosfery jaka między nami panowała od kilku godzin podszedł i przytulił mnie. Przez chwilę szeptał żebym się uspokoiła i że jest przy mnie, a później poprowadził do swojego samochodu, komunikując że jedziemy do niego. Po drodze dostałam sms-a od Mario: "Masz zamiar wrócić do domu, czy tak idealnie Ci z Marco?", chwilę później dostałam sms-a od Matsa, żebym nie przejmowała się tym co pisze Mario, bo jest kompletnie pijany. " jeśli nie chcesz żebym wracała po prostu mi to napisz"- takiego sms-a wysłałam do Mario, a Matsowi wysłałam zwykłe "okay". Przez całą drogę do domu Reusa czekałam na odpowiedź od Mario, a bardzo chciałam, żeby odpisał. W końcu dojechaliśmy do domu blondyna, przestałam czekać na odpowiedź i odłożyłam telefon na szafkę w kuchni i usiadłam w salonie. Pewnie wszyscy myślą, że na rękę mi ta kłótnia z Mario. Otóż nie jest mi na rękę, bo jakby nie było bardzo kocham Mario, a to że coś mnie zauroczyło w blondynie to inna sprawa.
-Marco, możemy pogadać?- podeszłam do blondyna, który przeszukiwał szafę.
-miałem nadzieję, że dzisiaj tego uniknę...- spojrzał na mnie smutnym wzrokiem a ja od razu zapytałam dlaczego tak bardzo chce uniknąć rozmowy ze mną.- nawet nie powiedziałaś, że się zaręczyliście...- no tak, o to mu chodziło!
-powiedziałabym Ci gdybym miała o czym... nie przyjęłam oświadczyn.
-bo?
-bo powiedzmy, że nie jestem gotowa na tak duży krok..
-ale nadal jesteście razem?
-szczerze, to już sama nie wiem.- posmutniałam a on przytulił mnie do siebie i przeprosił za swoje zachowanie, wtedy pod restauracją. Siedziałam wtulona w niego przez dłuższy czas, jednak musiałam się "odkleić" od blondyna gdyż zadzwonił mój telefon, podeszłam i spojrzałam kto dzwonił. To była Cathy.
-Zu wszystko okay?
-tak jest w miarę dobrze, a jak tam towarzystwo?
-no więc...- wahała się, ale zachęciłam ją do powiedzenia- Mario i Bett wzięli wspólną taxówkę..- wyrzuciła to z siebie.
-a okay..- byłam zmieszana i nie wiedziałam co myśleć, Cathy jeszcze kilka razy mnie zapewniła, że jakby coś się działo to ona i Mats są do mojej dyspozycji, podziękowałam i rozłączyłam się. Na początku myślałam, że może Mario ją tylko odwozi, ale chwilę później doszłam do wniosku, że Mario nie przepuściłby takiej okazji, tym bardziej że zachowywali się tak a nie inaczej wobec siebie.
- co jest?
-nic, chodź zrobimy coś do jedzenia?- zaproponowałam a blondyn zgodził się na moją propozycję. Widziałam, że Marco doskonale sobie radzi, dlatego nie chciałam wchodzić mu w drogę i usiadłam na kuchennym blacie i pilotem włączyłam muzykę. Marco co jakiś czas spoglądał na mnie i się uśmiechał, a mnie coraz bardziej coś ciągnęło do niego.
Po tych małych kuchennych rewolucjach Reus'a stwierdziliśmy że jednak nie jesteśmy głodni i zasiedliśmy na kanapie przed kominkiem, to znaczy on usiadł normalnie a ja położyłam się opierając głowę na jego nogach, blondyn co jakiś czas bawił się moimi włosami.
-zobacz.-spojrzał w okno- śnieg zaczął padać- podniosłam się podeszłam do tarasowych drzwi, otworzyłam je i wyszłam na zewnątrz. Zaraz za mną wyszedł Marco i założył mi na ramiona swoją bluzę i stanął naprzeciwko mnie, obserwując jak płatki śniegu zaplątują się w moich włosach, ja zaś obserwowałam to samo zjawisko na jego perfekcyjnie ułożonych włosach, spoglądając też co jakiś czas w jego błyszczące oczy.
Na dworze było już ciemno, światło wychodzące na zewnątrz biło jedynie od kominka salonowego, w radiu szybka piosenka ustąpiła miejsca spokojnej balladzie (unchained melody), blondyn położył swoje ręce na mojej talii i przyciągnął mnie do siebie, zaczęliśmy się kołysać w rytm piosenki. Po skończonym tańcu spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się i oddaliłam nieznacznie chcąc wejść do środka, jednak po raz kolejny tego wieczoru poczułam jego dotyk na mojej talii, przyciągnął mnie lekko do siebie i obrócił tak bym stała przodem do niego. Spojrzałam mu w oczy, a jego twarz zbliżyła się do mojej, chwilę później nasze usta były złączone w czułym pocałunku. Nie protestowałam, moje ręce wplotły się w jego włosy, a on wziął mnie na ręce i nadal całując zaniósł do sypialni. Pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, aż w końcu blondyn pozbawił koszulki najpierw siebie a później mnie, kiedy jego spodnie wylądowały na podłodze obok moich, zadzwonił telefon Marco i uniemożliwił nam dokończenie naszej interakcji.
- to Mario...- powiedział lekko zmieszany.
-jak coś to ja już śpię.
-okay- uśmiechnął się po czym odebrał, kiedy tak z nim rozmawiał dotarło do mnie co zrobiłam, czułam się okropnie, ale jedyne co mnie usprawiedliwiało to fakt, że Mario prawdopodobnie bawił się tak samo.-halo? tak... jest, ale śpi... co zrobiłeś?!.... jezu Mario jesteś idiotą... nie nie przyjeżdżaj bo pewnie nawet nie chce cię widzieć... że gdzie?!... pojebało cie, stary?... Zu Ci tego nie wybaczy!- rozłączył się.- kurwa!- zaklął Marco po zakończonej rozmowie.
- co jest?- spytałam lekko zdenerwowana.
-nic takiego...- spojrzał na mnie i przeczesał swoje włosy, które były w małym nieładzie
-Marco...- spojrzałam na niego proszącym wzrokiem
-Mario chce pojechać do Londynu, na dwa dni... z Bett..- w tym momencie coś we mnie pękło, nie mogłam stracić Mario i w ogóle co to za pomysł z tym Londynem?! Miałam nadzieję, że jak wytrzeźwieje to przemyśli to i mu przejdzie... W trakcie mojego załamania, Marco znalazł dla mnie swoją klubową żółto- czarną koszulkę, dał mi ją i wyszedł na chwilę dając mi trochę czasu dla siebie. Dobrze mnie znał i wiedział, że potrzebowałam tego. Po kilku minutach wrócił i położył się obok mnie. Leżałam obok blondyna w bezruchu, ta wiadomość tak mnie zmiażdżyła że nie miałam siły nawet płakać, w końcu Marco przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Najlepszym lekarstwem dla mnie był sen, dlatego postanowiłam zasnąć i rano spróbować ogarnąć wszystko co wymknęło się spod mojej kontroli...
-wybaczcie za spóźnienie, ale korki straszne. O Mario, z dnia na dzień coraz większe ciacho z ciebie!- trajkotała swoim piskliwym głosem. Większość naszej grupki, chociaż nie była zachwycona obecnością dziewczyny przywitała ją. Ja i Marco wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia i uznaliśmy że nie zrobiła na nas dobrego wrażenia.
- Bett poznaj moją dziewczynę Zuzę.- Mario przedstawił mnie a ja tylko wymieniłam ze znajomą zimne spojrzenia co nie uszło uwadze Marco i Mario. -a to mój najlepszy przyjaciel, Marco.- blondyn rzucił obojętne "miło mi" jednak nawet nie podniósł wzroku, żeby na nią spojrzeć.- to Bett, właśnie wróciła z Londynu.
- Mario, dziobku nie wspomnisz że byliśmy razem przez 2 lata?- spojrzałam wściekłym spojrzeniem na nią a chwilę później na Mario.
-Ekhym..- odchrząknął teatralnie Mats.- Mo był bardzo głodny zamówmy już coś.
-tak, dobry pomysł...- zgodził się z Matsem, Mario, a ja posłałam mu pogardliwe spojrzenie. Po złożeniu zamówień i nawet po skończonym posiłku rozmowy przy stole toczyły się w sumie między wszystkimi, ale Mario i tak poświęcał najwięcej czasu Bett, gdy ja coś powiedziałam tylko na mnie spojrzał i nawet niczego nie skomentował, totalnie miał mnie gdzieś, bolało mnie to, że byłoby mu na rękę gdybym stamtąd wyszła. Nie rozumiałam jego zachowania, ostatnio wyjaśniłam mu jak mnie boli jego zachowanie wobec kobiet a on? A on zachowywał się jak gdyby żadnej takiej rozmowy nie było.
Po kilka lampkach wina, które Mario i Bett pochłaniali jak gąbki, zaczęli się do siebie kleić. Nie umiałam na to patrzeć, wstałam i miałam wyjść, ale wszyscy spojrzeli na mnie pytającym spojrzeniem.
-Wybaczcie, jakoś mi niedobrze-skierowałam wzrok na Bett- idę się przewietrzyć, Marco przepuścisz mnie?
-Właściwie to chyba też pójdę, bo coś niezbyt...no..- również spojrzał na Bett i Mario a ja posłałam lekki uśmiech w kierunku blondyna, bo mimo że chyba był na mnie zły to trzymał moją stronę kiedy Mario, robił coś co mnie raniło.
-Zu, czekajcie. Ogarnę ich.- szepnął do mnie Mats
-nie trzeba, my już wychodzimy- spojrzałam na Marco, po czym dodałam z ironią w kierunku Mario- miłego wieczory wam życzę...
- ej! Zuzik!- zaczęła zmartwiona Cathy, której odpowiedziałam że zdzwonimy się wieczorem. Po chwili ruszyłam w kierunku wyjścia, jednak zatrzymał mnie głos Mario.
-Zuza nie wydurniaj się!- powiedział podniesionym tonem i złapał mnie za nadgarstek.
-Ałć!- syknęłam- puść!
-Mario!- próbował przywrócić go do porządku Mats, udało mu się bo Mario mnie puścisz. Spojrzałam na twarz czarnowłosej dziewczyny, widniał na niej bezczelny uśmieszek. Miałam ochotę zetrzeć jej go z twarzy...
-przeginasz stary!- syknął do niego Marco.
Gdy tylko znalazłam się na zewnątrz rozpłakałam się i nie potrafiłam się opanować, w takich sytuacjach ta, Marco po raz kolejny pokazał że mnie nie zawiedzie. Pomimo atmosfery jaka między nami panowała od kilku godzin podszedł i przytulił mnie. Przez chwilę szeptał żebym się uspokoiła i że jest przy mnie, a później poprowadził do swojego samochodu, komunikując że jedziemy do niego. Po drodze dostałam sms-a od Mario: "Masz zamiar wrócić do domu, czy tak idealnie Ci z Marco?", chwilę później dostałam sms-a od Matsa, żebym nie przejmowała się tym co pisze Mario, bo jest kompletnie pijany. " jeśli nie chcesz żebym wracała po prostu mi to napisz"- takiego sms-a wysłałam do Mario, a Matsowi wysłałam zwykłe "okay". Przez całą drogę do domu Reusa czekałam na odpowiedź od Mario, a bardzo chciałam, żeby odpisał. W końcu dojechaliśmy do domu blondyna, przestałam czekać na odpowiedź i odłożyłam telefon na szafkę w kuchni i usiadłam w salonie. Pewnie wszyscy myślą, że na rękę mi ta kłótnia z Mario. Otóż nie jest mi na rękę, bo jakby nie było bardzo kocham Mario, a to że coś mnie zauroczyło w blondynie to inna sprawa.
-Marco, możemy pogadać?- podeszłam do blondyna, który przeszukiwał szafę.
-miałem nadzieję, że dzisiaj tego uniknę...- spojrzał na mnie smutnym wzrokiem a ja od razu zapytałam dlaczego tak bardzo chce uniknąć rozmowy ze mną.- nawet nie powiedziałaś, że się zaręczyliście...- no tak, o to mu chodziło!
-powiedziałabym Ci gdybym miała o czym... nie przyjęłam oświadczyn.
-bo?
-bo powiedzmy, że nie jestem gotowa na tak duży krok..
-ale nadal jesteście razem?
-szczerze, to już sama nie wiem.- posmutniałam a on przytulił mnie do siebie i przeprosił za swoje zachowanie, wtedy pod restauracją. Siedziałam wtulona w niego przez dłuższy czas, jednak musiałam się "odkleić" od blondyna gdyż zadzwonił mój telefon, podeszłam i spojrzałam kto dzwonił. To była Cathy.
-Zu wszystko okay?
-tak jest w miarę dobrze, a jak tam towarzystwo?
-no więc...- wahała się, ale zachęciłam ją do powiedzenia- Mario i Bett wzięli wspólną taxówkę..- wyrzuciła to z siebie.
-a okay..- byłam zmieszana i nie wiedziałam co myśleć, Cathy jeszcze kilka razy mnie zapewniła, że jakby coś się działo to ona i Mats są do mojej dyspozycji, podziękowałam i rozłączyłam się. Na początku myślałam, że może Mario ją tylko odwozi, ale chwilę później doszłam do wniosku, że Mario nie przepuściłby takiej okazji, tym bardziej że zachowywali się tak a nie inaczej wobec siebie.
- co jest?
-nic, chodź zrobimy coś do jedzenia?- zaproponowałam a blondyn zgodził się na moją propozycję. Widziałam, że Marco doskonale sobie radzi, dlatego nie chciałam wchodzić mu w drogę i usiadłam na kuchennym blacie i pilotem włączyłam muzykę. Marco co jakiś czas spoglądał na mnie i się uśmiechał, a mnie coraz bardziej coś ciągnęło do niego.
Po tych małych kuchennych rewolucjach Reus'a stwierdziliśmy że jednak nie jesteśmy głodni i zasiedliśmy na kanapie przed kominkiem, to znaczy on usiadł normalnie a ja położyłam się opierając głowę na jego nogach, blondyn co jakiś czas bawił się moimi włosami.
-zobacz.-spojrzał w okno- śnieg zaczął padać- podniosłam się podeszłam do tarasowych drzwi, otworzyłam je i wyszłam na zewnątrz. Zaraz za mną wyszedł Marco i założył mi na ramiona swoją bluzę i stanął naprzeciwko mnie, obserwując jak płatki śniegu zaplątują się w moich włosach, ja zaś obserwowałam to samo zjawisko na jego perfekcyjnie ułożonych włosach, spoglądając też co jakiś czas w jego błyszczące oczy.
Na dworze było już ciemno, światło wychodzące na zewnątrz biło jedynie od kominka salonowego, w radiu szybka piosenka ustąpiła miejsca spokojnej balladzie (unchained melody), blondyn położył swoje ręce na mojej talii i przyciągnął mnie do siebie, zaczęliśmy się kołysać w rytm piosenki. Po skończonym tańcu spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się i oddaliłam nieznacznie chcąc wejść do środka, jednak po raz kolejny tego wieczoru poczułam jego dotyk na mojej talii, przyciągnął mnie lekko do siebie i obrócił tak bym stała przodem do niego. Spojrzałam mu w oczy, a jego twarz zbliżyła się do mojej, chwilę później nasze usta były złączone w czułym pocałunku. Nie protestowałam, moje ręce wplotły się w jego włosy, a on wziął mnie na ręce i nadal całując zaniósł do sypialni. Pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, aż w końcu blondyn pozbawił koszulki najpierw siebie a później mnie, kiedy jego spodnie wylądowały na podłodze obok moich, zadzwonił telefon Marco i uniemożliwił nam dokończenie naszej interakcji.
- to Mario...- powiedział lekko zmieszany.
-jak coś to ja już śpię.
-okay- uśmiechnął się po czym odebrał, kiedy tak z nim rozmawiał dotarło do mnie co zrobiłam, czułam się okropnie, ale jedyne co mnie usprawiedliwiało to fakt, że Mario prawdopodobnie bawił się tak samo.-halo? tak... jest, ale śpi... co zrobiłeś?!.... jezu Mario jesteś idiotą... nie nie przyjeżdżaj bo pewnie nawet nie chce cię widzieć... że gdzie?!... pojebało cie, stary?... Zu Ci tego nie wybaczy!- rozłączył się.- kurwa!- zaklął Marco po zakończonej rozmowie.
- co jest?- spytałam lekko zdenerwowana.
-nic takiego...- spojrzał na mnie i przeczesał swoje włosy, które były w małym nieładzie
-Marco...- spojrzałam na niego proszącym wzrokiem
-Mario chce pojechać do Londynu, na dwa dni... z Bett..- w tym momencie coś we mnie pękło, nie mogłam stracić Mario i w ogóle co to za pomysł z tym Londynem?! Miałam nadzieję, że jak wytrzeźwieje to przemyśli to i mu przejdzie... W trakcie mojego załamania, Marco znalazł dla mnie swoją klubową żółto- czarną koszulkę, dał mi ją i wyszedł na chwilę dając mi trochę czasu dla siebie. Dobrze mnie znał i wiedział, że potrzebowałam tego. Po kilku minutach wrócił i położył się obok mnie. Leżałam obok blondyna w bezruchu, ta wiadomość tak mnie zmiażdżyła że nie miałam siły nawet płakać, w końcu Marco przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Najlepszym lekarstwem dla mnie był sen, dlatego postanowiłam zasnąć i rano spróbować ogarnąć wszystko co wymknęło się spod mojej kontroli...
* * *
od autorki: Mamy 39 rozdział (wow, strasznie szybko lecą te rozdziały czuję się jakbym dopiero co dodała pierwszy), zauważyłam jednak, że coś mało komentujecie no ale mam nadzieję że to przejściowe. Zastanawiam się czy chcielibyście niespodziankę przy 40 rozdziale? (Który pojawi się chyba w następną sobotę) ;)
Miałej soboty! Pozdrawiam /Patty :3
od autorki: Mamy 39 rozdział (wow, strasznie szybko lecą te rozdziały czuję się jakbym dopiero co dodała pierwszy), zauważyłam jednak, że coś mało komentujecie no ale mam nadzieję że to przejściowe. Zastanawiam się czy chcielibyście niespodziankę przy 40 rozdziale? (Który pojawi się chyba w następną sobotę) ;)
Miałej soboty! Pozdrawiam /Patty :3
środa, 4 marca 2015
Rozdział 38
Lot minął zaskakująco szybko, spędziłam go na słuchaniu muzyki dzieląc słuchawki z Mario, później rozmawialiśmy jeszcze o wigilijnej kolacji i o tym kogo na nią zaprosimy. Pojawił się też wątek klubowej wigilii i tego czy pójdę z Mario na nią, co prawda zostałam też zaproszona na klubową wigilię Borussi i tu tworzył się mały problem bo obie kolacje były w tym samym czasie, ale obiecałam mojemu ukochanemu, że przemyślę jego propozycję.
Wybiła 13:00, nasz samolot podchodził właśnie do lądowania, po kilku minutach stałam już na płycie Dortmundzkiego lotniska trzymając Mario za rękę. Byłam strasznie podekscytowana, bo wiedziałam, że zaraz zobaczę chłopaków, Anię i Cathy, gdyż mieli po nas przyjechać i mieliśmy iść razem na obiad.
Pogoda w Dortmundzie odzwierciedlała mój nastrój, było pochmurno, padał deszcz (no błagam deszcz w grudniu?) i jak na wczesną godzinę było dość ciemno, ale nie narzekałam lubię taką pogodę.
-dobra skup się i powiedz kto dokładnie będzie.- zagadnęłam z uśmiechem
-no więc na sto procent Marco i Moritz, Nuri, Robercik i Ania, Mats i Cathy. A co?
-nic, byłam ciekawa ile osób się za nami stęskniło.- odpowiedziałam i pociągnęłam Mario w stronę naszych walizek. Przez cały czas myślałam o tych odrzuconych zaręczynach i zastanawiałam się czy opowiedzieć wszystko Ani, ona chyba umiałaby mi pomóc.- Mario?
-tak, kochanie?
-o której tu będą?
-za jakieś 5 minut, a co ci tak śpieszno do nich?- zapytał podejrzliwie, a ja od razu spanikowałam że Mario czegoś się domyśla i zaczęłam się jąkać:
-no bo, no.. stęskniłam się za Anią i Cathy.
-no chyba, że tak.-pocałował mnie w czubek głowy i przytulił, czułam się okropnie, widząc jak Mario się stara, a ja nie byłam wobec niego szczera. Przyznaję się, nie zasługiwałam na niego. Było mi głupio, ale nie chciałam mu powiedzieć, że prawdopodobnie czuję coś do jego najlepszego przyjaciela. Nie mogłabym mu tego powiedzieć, za bardzo by go to zraniło, a ich przyjaźń pewnie by ucierpiała i to dość mocno. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głos Mario.
-halo Ziemia do Zuzy, Ania i Cathy już tu są.- spojrzałam na niego nieobecnym wzrokiem, uśmiechał się i patrzył przed siebie, poszłam w jego ślady i spojrzałam w tym samym kierunku, po chwili ujrzałam całą siódemkę. Ania i Cathy stały krok przed chłopakami, od razu puściłam rękę Mario i zostawiając do samego z walizkami podbiegłam do dziewczyn, uścisnęłam najpierw Cathy, a później podeszłam i przytuliłam Anię, przytulając ją spojrzałam przez jej ramię na Marco, który delikatnie się do mnie uśmiechnął, po kilku sekundach witałam się już z Robertem, później z Moritzem, Matsem, Nurim a na końcu z Marco. Przytulił mnie do siebie, a ja wtuliłam się w jego szyję. Przez dłuższą chwilę nie miałam zamiaru go puścić, aż w końcu odezwała się Ania:
-o Zu! zobacz Mario taki dobry przyniósł wasze bagaże.- doskonale wiedziałam, że moja przyjaciółka nie jest tępa i już czegoś zaczynała się domyślać, a dla mojego dobra zakomunikowała mi, że podszedł Mario, który przywitał się ze wszystkimi i podobnie do mnie zostawił sobie blondyna na koniec.
-to co idziemy coś zjeść?- zapytał uradowany Mo.
-Ty to tylko o jedzeniu, żarłoku!- powiedział żartobliwie Mats, zsuwając mu czapkę na oczy.
- no co? głodny jestem!- tłumaczył się 23 latek.
-okay, to robimy tak, że Rob jedziesz z Marco i Mario, bo ja chcę pogadać z Zu. Spotkamy się w restauracji.
-a ja już nie mam tu nic do powiedzenia?- zaprotestowałam z rozbawieniem
-absolutnie nic.- odpowiedziała z uśmiechem i wzięła moją walizkę lekko ciągnąc mnie w kierunku jej samochodu. Po chwili siedziałyśmy już w jej samochodzie a moja przyjaciółka właśnie przekręciła kluczyk w stacyjce, a silnik wydobył z siebie cudowny ryk.- więc co stało się w Warszawie? tylko bez ściem.
-no... nic wielkiego.
-i dlatego ledwo co odkleiłam cię od Reus'a?
-no bo Mario...
-co on znowu zrobił? przysięgam że go kiedyś zabiję..- było słychać troskę w jej głosie
-on mi się oświadczył. - po moich słowach Ania momentalnie zahamowała, a za nami rozległ się dźwięk klaksonu, moja przyjaciółka spojrzała w lusterko wsteczne i wyszczerzyła ząbki w uśmiechu po czym wyjęła telefon i zadzwoniła do Mario, który jechał za nami z Lewym i Marco.
-jakiś problem?- rzuciła rozbawionym głosem
-weź mi dziewczyny nie poturbuj, tą swoją jazdą.
-a nie narzeczonej?
- Anka!- zezłościłam się i wyrwałam jej telefon- nie przyjęłam oświadczyn!
-kuźwa przepraszam...
- spoko, jakoś się mu wytłumaczę dlaczego o tym wiesz...
-czekaj! coś ty powiedziała?! nie przyjęłaś, czemu?- spojrzałam na nią a potem w okno.- czekaj..boże Zu, chodzi o blondaska! Jezu...
- no bo ja nie wiem co czuję.
-porozmawiaj szczerze z Mario.
- nie mogę, gdybym mu powiedziała ich przyjaźń runęłaby jak domek z kart..
-no ale nie możesz go okłamywać. A co z Marco jemu też nic nie powiesz?
- nie wiem, potrzebuję kilku dni ma zastanowienie się nad tym wszystkim
-okay. Chodź jesteśmy na miejscu.- wyłączyła silnik i wysiadła a ja chwilę po niej.- chodź tu mała.- przytuliła mnie- pamiętaj, że zawsze przy tobie będę i nie zostawię cię samej z problemami.- doceniałam to jak Ania mnie traktowała, trochę jak młodszą siostrę
-dzięki za wszystko.- odsunęłam się od niej i uśmiechnęłam. Akurat na parking wjechały dwa samochody. Jeden z Lewym, Mario i Marco i drugi z Matsem, Cathy, Nurim i Moritzem.
-idziemy jeść!- krzyknął Mo wysiadając z auta.
-ale mu przywalę zaraz! Całą drogę miauczy że jest głodny.- pożalił się Mats, opuszczając miejsce kierowcy.
- A może jest?- zaśmiał się Mario, podchodząc i przytulając mnie.
-stary co się sapiesz?- zapytał rozbawiony zachowaniem przyjaciela Moritz.
-jak cię sapnę to ci własna babcia dokładki nie zaproponuje.- na ten tekst wszyscy zwijali się ze śmiechu a podirytowany Mats ruszył w kierunku wejścia, my zaraz za nim.
Szłam między Anią, która rozmawiała z Robertem, a Mario, który rozmawiał z Mo. Tak więc stwierdziłam, że zrobi kilka kroków w tył gdzie szedł przygaszony Marco, na początku szłam tuż obok niego w ciszy, ale martwiłam się o niego, bo nagle zrobił się taki ponury, postanowiłam zapytać o co chodzi, jednak obojętnym tonem powiedział, że o nic.
-Reus!- zdenerwowało mnie to, że nawet nie uraczył mnie żadnym spojrzeniem, kiedy ze mną rozmawiał.
-Powiedziałem, że o nic!- powiedział z nieukrywaną złością, aż mnie zamurowało. Nigdy dla mnie taki nie był, zabolało mnie to w jaki sposób mnie potraktował. Marco oddalił się, zostawiając mnie w tyle. Przystanęłam na chwilę, żeby ogarnąć co się stało, że tak mnie potraktował.
-Zu! idziesz?- zawołał Moritz, a ja się ocknęłam i ruszyłam w kierunku przyjaciół.-co jest?- zapytał Mo kiedy do nich podeszłam. Spojrzałam na Marco, który spojrzał się na mnie.
-naprawdę nic ważnego..- odwróciłam wzrok od blondyna i spojrzałam na mojego rozmówcę.
Weszliśmy do restauracji, była dwupiętrowa co mnie lekko zdziwiło, poprowadzono nas do wcześniej zarezerwowanego stolika dla 10 osób. (ale dlaczego kelner powiedział 10, jeśli nas jest 9?). Byłam zaskoczona, ale nie tylko ja. Marco chyba też o czymś nie wiedział bo jego mina wyrażała mnie mniejsze zdziwienie od mojego. Kelner wskazał nam miejsca, pech chciał że siedziałam obok Marco, a Mario na przeciwko mnie, obok mojego ukochanego było wolne miejsce. Co się tu dzieje? Zastanawiałam się, a właściwie próbowałam sobie przypomnieć czy Mario mówił mi o kimś jeszcze, ale doskonale pamiętam, że nie mówił o nikim spoza naszej paczki znajdującej się tu. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dość nieprzyjemny głos dodatkowego gościa, którego nie znałam....
* * *
od autorki: tak jak obiecałam, mamy środę mamy rozdział. Nie do końca jestem z niego zadowolona, bo widziałam go trochę inaczej w mojej początkowej wizji rozdziału. Jest sporo dialogów, ale też bohaterzy mieli sobie sporo do opowiedzenia jak sami widzicie. Następny planuję dodać w piątek lub w sobotę. Tak więc za niedługo. Jak wam się podoba, rozdział? Pozdrawiam /Patty :3
Wybiła 13:00, nasz samolot podchodził właśnie do lądowania, po kilku minutach stałam już na płycie Dortmundzkiego lotniska trzymając Mario za rękę. Byłam strasznie podekscytowana, bo wiedziałam, że zaraz zobaczę chłopaków, Anię i Cathy, gdyż mieli po nas przyjechać i mieliśmy iść razem na obiad.
Pogoda w Dortmundzie odzwierciedlała mój nastrój, było pochmurno, padał deszcz (no błagam deszcz w grudniu?) i jak na wczesną godzinę było dość ciemno, ale nie narzekałam lubię taką pogodę.
-dobra skup się i powiedz kto dokładnie będzie.- zagadnęłam z uśmiechem
-no więc na sto procent Marco i Moritz, Nuri, Robercik i Ania, Mats i Cathy. A co?
-nic, byłam ciekawa ile osób się za nami stęskniło.- odpowiedziałam i pociągnęłam Mario w stronę naszych walizek. Przez cały czas myślałam o tych odrzuconych zaręczynach i zastanawiałam się czy opowiedzieć wszystko Ani, ona chyba umiałaby mi pomóc.- Mario?
-tak, kochanie?
-o której tu będą?
-za jakieś 5 minut, a co ci tak śpieszno do nich?- zapytał podejrzliwie, a ja od razu spanikowałam że Mario czegoś się domyśla i zaczęłam się jąkać:
-no bo, no.. stęskniłam się za Anią i Cathy.
-no chyba, że tak.-pocałował mnie w czubek głowy i przytulił, czułam się okropnie, widząc jak Mario się stara, a ja nie byłam wobec niego szczera. Przyznaję się, nie zasługiwałam na niego. Było mi głupio, ale nie chciałam mu powiedzieć, że prawdopodobnie czuję coś do jego najlepszego przyjaciela. Nie mogłabym mu tego powiedzieć, za bardzo by go to zraniło, a ich przyjaźń pewnie by ucierpiała i to dość mocno. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głos Mario.
-halo Ziemia do Zuzy, Ania i Cathy już tu są.- spojrzałam na niego nieobecnym wzrokiem, uśmiechał się i patrzył przed siebie, poszłam w jego ślady i spojrzałam w tym samym kierunku, po chwili ujrzałam całą siódemkę. Ania i Cathy stały krok przed chłopakami, od razu puściłam rękę Mario i zostawiając do samego z walizkami podbiegłam do dziewczyn, uścisnęłam najpierw Cathy, a później podeszłam i przytuliłam Anię, przytulając ją spojrzałam przez jej ramię na Marco, który delikatnie się do mnie uśmiechnął, po kilku sekundach witałam się już z Robertem, później z Moritzem, Matsem, Nurim a na końcu z Marco. Przytulił mnie do siebie, a ja wtuliłam się w jego szyję. Przez dłuższą chwilę nie miałam zamiaru go puścić, aż w końcu odezwała się Ania:
-o Zu! zobacz Mario taki dobry przyniósł wasze bagaże.- doskonale wiedziałam, że moja przyjaciółka nie jest tępa i już czegoś zaczynała się domyślać, a dla mojego dobra zakomunikowała mi, że podszedł Mario, który przywitał się ze wszystkimi i podobnie do mnie zostawił sobie blondyna na koniec.
-to co idziemy coś zjeść?- zapytał uradowany Mo.
-Ty to tylko o jedzeniu, żarłoku!- powiedział żartobliwie Mats, zsuwając mu czapkę na oczy.
- no co? głodny jestem!- tłumaczył się 23 latek.
-okay, to robimy tak, że Rob jedziesz z Marco i Mario, bo ja chcę pogadać z Zu. Spotkamy się w restauracji.
-a ja już nie mam tu nic do powiedzenia?- zaprotestowałam z rozbawieniem
-absolutnie nic.- odpowiedziała z uśmiechem i wzięła moją walizkę lekko ciągnąc mnie w kierunku jej samochodu. Po chwili siedziałyśmy już w jej samochodzie a moja przyjaciółka właśnie przekręciła kluczyk w stacyjce, a silnik wydobył z siebie cudowny ryk.- więc co stało się w Warszawie? tylko bez ściem.
-no... nic wielkiego.
-i dlatego ledwo co odkleiłam cię od Reus'a?
-no bo Mario...
-co on znowu zrobił? przysięgam że go kiedyś zabiję..- było słychać troskę w jej głosie
-on mi się oświadczył. - po moich słowach Ania momentalnie zahamowała, a za nami rozległ się dźwięk klaksonu, moja przyjaciółka spojrzała w lusterko wsteczne i wyszczerzyła ząbki w uśmiechu po czym wyjęła telefon i zadzwoniła do Mario, który jechał za nami z Lewym i Marco.
-jakiś problem?- rzuciła rozbawionym głosem
-weź mi dziewczyny nie poturbuj, tą swoją jazdą.
-a nie narzeczonej?
- Anka!- zezłościłam się i wyrwałam jej telefon- nie przyjęłam oświadczyn!
-kuźwa przepraszam...
- spoko, jakoś się mu wytłumaczę dlaczego o tym wiesz...
-czekaj! coś ty powiedziała?! nie przyjęłaś, czemu?- spojrzałam na nią a potem w okno.- czekaj..boże Zu, chodzi o blondaska! Jezu...
- no bo ja nie wiem co czuję.
-porozmawiaj szczerze z Mario.
- nie mogę, gdybym mu powiedziała ich przyjaźń runęłaby jak domek z kart..
-no ale nie możesz go okłamywać. A co z Marco jemu też nic nie powiesz?
- nie wiem, potrzebuję kilku dni ma zastanowienie się nad tym wszystkim
-okay. Chodź jesteśmy na miejscu.- wyłączyła silnik i wysiadła a ja chwilę po niej.- chodź tu mała.- przytuliła mnie- pamiętaj, że zawsze przy tobie będę i nie zostawię cię samej z problemami.- doceniałam to jak Ania mnie traktowała, trochę jak młodszą siostrę
-dzięki za wszystko.- odsunęłam się od niej i uśmiechnęłam. Akurat na parking wjechały dwa samochody. Jeden z Lewym, Mario i Marco i drugi z Matsem, Cathy, Nurim i Moritzem.
-idziemy jeść!- krzyknął Mo wysiadając z auta.
-ale mu przywalę zaraz! Całą drogę miauczy że jest głodny.- pożalił się Mats, opuszczając miejsce kierowcy.
- A może jest?- zaśmiał się Mario, podchodząc i przytulając mnie.
-stary co się sapiesz?- zapytał rozbawiony zachowaniem przyjaciela Moritz.
-jak cię sapnę to ci własna babcia dokładki nie zaproponuje.- na ten tekst wszyscy zwijali się ze śmiechu a podirytowany Mats ruszył w kierunku wejścia, my zaraz za nim.
Szłam między Anią, która rozmawiała z Robertem, a Mario, który rozmawiał z Mo. Tak więc stwierdziłam, że zrobi kilka kroków w tył gdzie szedł przygaszony Marco, na początku szłam tuż obok niego w ciszy, ale martwiłam się o niego, bo nagle zrobił się taki ponury, postanowiłam zapytać o co chodzi, jednak obojętnym tonem powiedział, że o nic.
-Reus!- zdenerwowało mnie to, że nawet nie uraczył mnie żadnym spojrzeniem, kiedy ze mną rozmawiał.
-Powiedziałem, że o nic!- powiedział z nieukrywaną złością, aż mnie zamurowało. Nigdy dla mnie taki nie był, zabolało mnie to w jaki sposób mnie potraktował. Marco oddalił się, zostawiając mnie w tyle. Przystanęłam na chwilę, żeby ogarnąć co się stało, że tak mnie potraktował.
-Zu! idziesz?- zawołał Moritz, a ja się ocknęłam i ruszyłam w kierunku przyjaciół.-co jest?- zapytał Mo kiedy do nich podeszłam. Spojrzałam na Marco, który spojrzał się na mnie.
-naprawdę nic ważnego..- odwróciłam wzrok od blondyna i spojrzałam na mojego rozmówcę.
Weszliśmy do restauracji, była dwupiętrowa co mnie lekko zdziwiło, poprowadzono nas do wcześniej zarezerwowanego stolika dla 10 osób. (ale dlaczego kelner powiedział 10, jeśli nas jest 9?). Byłam zaskoczona, ale nie tylko ja. Marco chyba też o czymś nie wiedział bo jego mina wyrażała mnie mniejsze zdziwienie od mojego. Kelner wskazał nam miejsca, pech chciał że siedziałam obok Marco, a Mario na przeciwko mnie, obok mojego ukochanego było wolne miejsce. Co się tu dzieje? Zastanawiałam się, a właściwie próbowałam sobie przypomnieć czy Mario mówił mi o kimś jeszcze, ale doskonale pamiętam, że nie mówił o nikim spoza naszej paczki znajdującej się tu. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dość nieprzyjemny głos dodatkowego gościa, którego nie znałam....
* * *
od autorki: tak jak obiecałam, mamy środę mamy rozdział. Nie do końca jestem z niego zadowolona, bo widziałam go trochę inaczej w mojej początkowej wizji rozdziału. Jest sporo dialogów, ale też bohaterzy mieli sobie sporo do opowiedzenia jak sami widzicie. Następny planuję dodać w piątek lub w sobotę. Tak więc za niedługo. Jak wam się podoba, rozdział? Pozdrawiam /Patty :3
niedziela, 1 marca 2015
Rozdział 37
Obudziłam się około 8:00 i zerknęłam kątem oka na śpiącego jeszcze Mario, delikatnie zsunęłam się z hotelowego łóżka i odsłoniłam zasłony a moim oczom ukazał się krajobraz tętniącej życiem Warszawy, z 28 piętra hotelowego pokoju rozciągał się naprawdę czarujący widok. Stałam i obserwowałam tych wszystkich śpieszących się do pracy ludzi, przez jakieś 10 minut.
Myślałam o mojej relacji z Marco, teraz kiedy byliśmy oddaleni od siebie o jakieś 2 tysiące kilometrów naprawdę zaczęłam za nim tęsknić i dopiero teraz zrozumiałam, że oszukuję samą siebie, że chyba nadal gubię się w swoich uczuciach, chociaż wiem że najbardziej kocham Mario, który jest moją pierwszą miłością, ale Marco... No właśnie.... Marco.
Sytuacja z naszych wakacji z przyjaciółmi tak bardzo zapadła mi w pamięć, że co jakiś czas o niej myślałam. Teraz owe wspomnienie wróciło, a ja znów poczułam się zagubiona.
Usłyszałam jak Mario wstaje z łóżka, ale nie odwróciłam się, nadal patrzyłam w ogromne pokojowe okno. Z zamyślenia wyrwał mnie dotyk rąk Mario na mojej talii, stanął za mną i przytulił mnie, całując mój policzek.
-cześć kochanie.- wymruczał mi do ucha, nadal obejmując. Po moim ciele przebiegły przyjemne dreszcze.
-cześć.- odwróciłam się tak, żeby spojrzeć mu w oczy. Gdy tylko stanęłam przodem do niego, pocałował mnie w nosek, na co delikatnie się uśmiechnęłam. Spojrzałam w jego oczy, które były pełne miłości do mnie, a ja nie potrafiłam tego docenić i z jednej strony miałam straszną ochotę wtulić się w ramiona Marco, który dawał mi taki spokój i bezpieczeństwo a z drugiej wiem, że to znowu zraniło by Mario, przecież tego drugiego kocham ponad wszystko.
- wszystko w porządku?- zapytał ze słyszalną troską w głosie, a ja poczułam że zaczynam zawodzić.
-tak, jasne.-wymusiłam coś na kształt uśmiechu i na powrót odwróciłam się w stronę okna.- ładny widok, co nie?
-tak, ale jeszcze fajniejszy by był gdybyś była ze mną szczera...- objął mnie i delikatnie odwrócił w swoją stronę, a ja uciekałam wzrokiem od jego przenikliwych spojrzeń.- ej, promyczku co jest?
-nic, po prostu ja na ciebie nie zasługuję...- pożaliłam się i "pokazałam" mu trochę swoich myśli, ubierając je w słowa.
-o czym ty mówisz, kochanie? Wiesz że kocham cię ponad wszystko.- poprowadził mnie do łóżka i usiedliśmy na nim przodem do siebie. Przeczesałam ręką swoje włosy, które były w dość dużym nieładzie. Chciałam poskładać myśli, żeby nie wygłupić się i tym samym nie zranić Mario, ale wszystkie myśli nieznośnie piętrzyły się w mojej głowie nie dając złożyć mi żadnego sensownego zdania.
-boję się że to nie ma większego sensu...- wypaliłam po dłuższej chwili, spuszczając wzrok. Spojrzałam na twarz Mario, która wyrażała smutek i zagubienie, nie wiedział co się dzieje.
-poczekaj... mówisz, że nasz związek nie ma większego sensu?- usiłował zrozumieć mój tok myślenia.
-nie. To znaczy nie wiem, po prostu boję się, że między nas wkradnie się taka codzienna rutyna...- czemu to powiedziałam? przecież właśnie o takiej rutynie marzyłam kilkanaście godzin temu w samolocie...
-nie mam pojęcia jak cię przekonać, że na pewno się nie wkradnie..- widać było, że był podłamany.
-nie musisz mnie przekonywać. Po prostu kochaj mnie tak jak umiesz...- powiedziałam tajemniczo, ale nawet ja do końca nie wiedziałam o co mi chodzi, dlatego nie oczekiwałam od Mario, że zrozumie o co mi chodzi. Przez chwilę patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem, później wstał i pocałował mnie w czoło. Podszedł do okna przy którym jeszcze chwilę temu staliśmy, teraz wyglądał jak posąg, który stoi nieruchomo i wpatruje się w pustą przestrzeń ponad niższymi budynkami. Zimowe słońce wychylało się już ponad horyzont, jego promienie muskały teraz delikatnie twarz monachijskiego pomocnika, a jego kasztanowe włosy iskrzyły się w blasku słońca. Zrobiło mi się na prawdę smutno, widząc jak bardzo dotknęło go to co powiedziałam. Wstałam z łóżka i ruszyłam w jego stronę, przytuliłam się do niego a on chwycił mnie za rękę i przez dłuższą chwilę staliśmy w ciszy.- kocham cię..- powiedziałam cicho, tak jakbym mówiła to tylko do siebie, ale wiem że on to doskonale słyszał, bo kątem oka zauważyłam że kąciki jego ust uniosły się delikatnie w górę tworząc prawie niezauważalny uśmiech.
-ja ciebie też.- szepnął i pocałował mnie w czubek głowy.- co dziś robimy?
-nie mam pojęcia..- uśmiechnęłam się.- zostańmy w hotelu.- zaproponowałam żartobliwie
-ej, jutro wracamy a ty chcesz siedzieć w hotelu? Wieczorem zabieram cię do restauracji to pewne na sto procent, ale co będziemy robić przez te 7-8 godzin?
- to zbieraj się, pozwiedzamy Warszawę.- zadecydowałam i poszłam się ubrać w wygodne ubrania.
Po wyjściu z hotelu skierowaliśmy swoje kroki do zoo, spontaniczny pomysł ale spędziliśmy tam przyjemne 4 godziny, mieliśmy setki selfie stamtąd, w taksówce zaczęliśmy je oglądać nabijając się z siebie raz po raz, jednak nasze rozbawienie przerwał dzwoniący telefon.
-halo?...hahah cześć bro!- po tych słowach wiedziałam kto dzwonił, zapewne nasz kochany blondasek, na chwilę wyłączyłam się, ale po chwili znów zaczęłam słyszeć ich rozmowę- świetnie jest!... no ale serio, żałuj że cię nie ma... wiem!... no jest, nawet siedzi obok bo właśnie wracamy do hotelu...- chodziło o mnie, pytał o mnie! Czyli on też o mnie myślał! "Boże Zu nie podniecaj się tak! jesteście tylko przyjaciółmi i tak ma zostać, pamiętaj że jesteś z Mario" takim cudownym tekstem mój rozum sprowadził mnie na Ziemię.- to do ciebie.- Mario podał mi telefon, uśmiechając się przy tym łobuzersko.
-halo?- głos mi się zachwiał, po czym odchrząknęłam.
-cześć śliczna!
-Marco, cześć.- na dźwięk jego głosu, przyjemne dreszcze przebiegły moje ciało.
-wracaj już, stęskniłem się...- powiedział z lekkim smutkiem.
-ooo, ja za tob... yhm.. już jutro wracamy.- powiedziałam zagryzając usta.
- wiem, Mario wspomniał. O i Sahin o ciebie pytał, chyba też się stęsknił.- po głosie wywnioskowałam że się uśmiechał.
-dobrze że już jutro się z wami zobaczymy.- zerknęłam na nieco znudzonego Mario i cmoknęłam go w usta- Muszę kończyć bo właśnie dojeżdżamy pod hotel, widzimy się jutro! Pa!
-pa Zu.- pożegnał mnie z lekkim smutkiem, ale wiedziałam że jeszcze dzisiaj będę chciała do niego zadzwonić. Wysiedliśmy z taksówki i powędrowaliśmy do windy, a chwilę później byliśmy już w naszym pokoju, zrzuciłam z siebie niezbyt wygodne spodnie, zostając w samej koszulce i bieliźnie. Znowu stanęłam przed wielkim oknem, oczekując na to aż Mario zwolni łazienkę. W głowie cały czas słyszałam głos Marco, dlatego bez dłuższego analizowania sytuacji wzięłam swój telefon i wysłałam blondynowi sms-a: "Marco, tęsknię za Tobą..." nim się obejrzałam, przyszła odpowiedź: "Ja za Tobą też, chciałbym żebyś była już tu na miejscu.", wymieniliśmy jeszcze kilka sms-ów i akurat wyszedł Mario, a ja zabrałam ze sobą kosmetyczkę i poszłam do łazienki przygotować się na dzisiejszą kolację z Mario. Usiadłam na krawędzi wanny i zaczęłam się zastanawiać czego ja chcę... Mario czy Mario? Życia jako dziewczyna piłkarza czy wycofania się z tego i powrotu do szarej rzeczywistości? I co najważniejsze czy powinnam się wycofać i dać szansę naprawić całkowicie to, co między Mario i Marco, zepsuła moja osoba. Zbyt dużo ważnych pytań jak na jedną osobę. Wstałam i spojrzałam w lustro, spojrzałam w oczy osoby która czuła się winna, ale czy powinna się tak czuć? Kolejne pytanie, które najprawdopodobniej zostanie bez odpowiedzi. Otworzyłam kosmetyczkę, chcąc zrobić makijaż, ale ujrzałam na jej dnie błyszczący kawałek cieniutkiej jak kartka stali, czyżby rzeczywistość lub zbieg okoliczności podpowiadał mi co mam zrobić z tą żyletką? Wzięłam ją i delikatnie obróciłam kilka razy między palcami. Nie mogę tego zrobić, przecież obiecałam, przecież ja tak naprawdę tego nie chcę... a może jednak? Ostatecznie powstrzymałam się i wrzuciłam przedmiot do kosza na śmieci. Byłam z siebie dumna. Z natłokiem myśli, zabrałam się do zrobienia makijażu, po kilkunastu minutach wyszłam i zabrałam się za szukanie kreacji na dzisiejszy wieczór, zdziwiło mnie że gdzieś zaginął Mario, a bynajmniej straciłam go z oczu, wychyliłam się za drzwi, stał na korytarzu i... flirtował ze sprzątaczką?! Tego już było za dużo jak na moje nerwy, wróciłam do łazienki i wyciągnęłam telefon dzwoniąc do Marco, po chwili blondyn znał sytuację i próbował mnie uspokoić. Jego głos tak kojąco działał na moją złość i na wszystkie moje nerwy. Między słowami Marco, usłyszałam że Mario wrócił do pokoju, pożegnałam się z Marco obiecując że nie zrobię nic głupiego i wyszłam do Mario.
- o kochanie, gotowa?- zapytał z uśmiechem
- nawet mnie nie denerwuj...- syknęłam
- co jest?
- zapytaj tej sprzątaczki od siedmiu boleści...
-co?
- Chociaż raz w życiu mógłbyś się ogarnąć! Nie rozumiesz, że nie mam już siły patrzeć jak flirtujesz z każdą ładną dziewczyną?!!- wybuchłam najpierw krzykiem, który słowo po słowie zamieniał się w szloch. Oparłam się o ścianę a chwilę później osunęłam się po niej i siedziałam na podłodze chowając twarz w dłoniach i płacząc.
-Zu, ja... ja przepraszam...
-obiecałeś że się zmienisz...dla mnie.. widocznie nie jestem na tyle ważna żebyś dotrzymał tego słowa. Ty nigdy się nie zmienisz...- spojrzałam na niego wzrokiem pełnym żalu. Po Mario zaś widziałam, że zawiódł nie tylko mnie ale też samego siebie. Bez słów podniosłam się, posłałam mu jedno obojętne spojrzenie, ubrałam się i w ciszy wyszłam z pokoju, zostawiając w nim Mario i jego myśli. Kolejny raz potraktował mnie jak opcję zapasową, może i mnie kochał ale nie umiał się na mnie skupić. Głupiał na widok ładniejszej dziewczyny, a jemu za każdym razem uchodziło to bez żadnych konsekwencji, dzisiaj na prawdę już nie wytrzymałam, kolejny raz się na nim zawiodłam. Teraz nie chodziło już tylko o to czy go kocham, chodziło o coś znacznie ważniejszego, o zaufanie które z każdą taką sytuacją tracił. Szłam ze słuchawkami na uszach i rozmyślałam o tym wszystkim co dzisiaj mnie męczyło, nawet nie zauważyłam że nogi poprowadziły mnie w "moje" miejsce. Usiadłam na jednej z ławek i przyglądałam się mostom, które były cudownie podświetlone, Stadionowi, który wcale gorzej nie wyglądał. Wdychałam chłodne grudniowe powietrze, powoli resetując wszystkie myśli błądzące po mojej głowie.W końcu po całym dniu odetchnęłam, wyrzuciłam wszystkie myśli z głowy, chociaż przez chwilę chciałam się poczuć wolna od tego wszystkiego, znów nabrałam mroźnego powietrza w płuca. Spojrzałam ostatni raz na Stadion i na resztę śpiącej Warszawy i postanowiłam wrócić do hotelowego pokoju.
Znajdując się już na 28 piętrze drzwi windy otworzyły się a ja nieśmiałym krokiem wyszłam na korytarz, który prowadził do naszego pokoju. Zdając sobie sprawę, że Mario może już spać wślizgnęłam się po cichu do pokoju, ale Mario nie spał, stał zwrócony w stronę okna, na stoliku zauważyłam ogromny bukiet róż i małe zamszowe pudełeczko, zamarłam. Puściłam bezwładnie drzwi, które trzaśnięciem przywołały wzrok Mario.
- Zuza, wiem zjebałem to, ale proszę wybacz mi.
-Mario, który to raz mnie o to prosisz?
-już ostatni.- powiedział to pewnie, bez żadnego zawahania
-ostatni.- zgodziłam się przyjąć jego przeprosiny, a on pocałował mnie delikatnie, dał mi bukiet na oko 100 róż, uśmiechnęłam się i oddałam mu bukiet żeby włożył go z powrotem do wazonu.
- mam dla ciebie propozycję...- wziął pudełeczko ze stolika i uklęknął. "nie rób tego proszę, nie rób no." błagałam go w myślach nerwowo przestępując z nogi na nogę.- wyjdziesz za mnie?- " zrobił to." znów moja podświadomość urządziła sobie w mojej głowie monolog.
-Mario... no zaskoczyłeś mnie...i kurcze nie wiem jak i co mam ci powiedzieć.. Kocham cię, ale ja chyba potrzebuję czasu żeby podjąć decyzję, bo jednak dotyczy ona naszej przyszłości i ja nie wiem, nie potrafię teraz powiedzieć "tak" po tej sytuacji, którą mam w głowie. Ale kocham Cię i chcę z tobą być i czy na razie zaręczyny są nam do szczęścia potrzebne?- popłakałam się, za dużo emocji. Nie chciałam mu tego mówić, dlatego tak bardzo prosiłam, żeby tego nie robił. Uklęknęłam obok niego, a dokładnie na przeciwko i spojrzałam mu w oczy.
-też cię kocham, dam ci tyle czasu ile potrzebujesz...- przytulił mnie a ja nie potrafiłam powstrzymać łez.- nie płacz...- pocałował mnie w czoło.
- zawiodłam cię...
-nie kochanie, nadal jesteś ze mną a to dla mnie najważniejsze. Nieważne czy masz pierścionek i nazywasz się moją narzeczoną czy nie masz i tak jesteś moja i wiem że mnie kochasz, dlatego i tak jestem wygranym. Kiedy przyjdzie odpowiedni czas pomyślimy o tym jeszcze raz, i ej nie płacz już promyczku...- mówił najłagodniejszym głosem, tak jakby tłumaczył coś dziecku, robił to z ogromną czułością.- chodź, pójdziemy spać rano mamy wylot.
Kilka minut później leżeliśmy już w łóżku, panowała między nami cisza, oboje mieliśmy trochę do przemyślenia.
Godzina 6:00, zdaliśmy już klucz od pokoju a teraz byliśmy w drodze na lotnisko, mimo że nie wsiadłam nawet do samolotu chciałam być już na miejscu zobaczyć Marco i móc się do niego przytulić, spodziewam się jednak, że będzie chciał porozmawiać z Mario o sytuacji, która miała miejsce, muszę go uprzedzić żeby tego nie robił... kilkanaście minut po 8:00 siedzieliśmy na miejscach i czekaliśmy na rozpoczęcie lotu...
* * *
od autorki: Mamy 00:26 minut po północy a ja piszę dla Was rozdział, mam nadzieję że chociaż trochę was zaskoczyłam tym rozdziałem, ale mam też nadzieję że odbierzecie go pozytywnie. Na razie nie wiem kiedy pojawi się następny, miejmy nadzieję że jutro nad nim popracuję i pojawi się koło środy? (ALE NIE OBIECUJĘ) Pozdrawiam /Patty :3
PS. gdyby ktoś z was chciał poczytać innego ciekawego bloga to zapraszam na opowiadanie pisane przez moją przyjaciółkę. (to nie żadna reklama, żeby nie było. Tylko takie info.) Blog ---> >klik<
Myślałam o mojej relacji z Marco, teraz kiedy byliśmy oddaleni od siebie o jakieś 2 tysiące kilometrów naprawdę zaczęłam za nim tęsknić i dopiero teraz zrozumiałam, że oszukuję samą siebie, że chyba nadal gubię się w swoich uczuciach, chociaż wiem że najbardziej kocham Mario, który jest moją pierwszą miłością, ale Marco... No właśnie.... Marco.
Sytuacja z naszych wakacji z przyjaciółmi tak bardzo zapadła mi w pamięć, że co jakiś czas o niej myślałam. Teraz owe wspomnienie wróciło, a ja znów poczułam się zagubiona.
Usłyszałam jak Mario wstaje z łóżka, ale nie odwróciłam się, nadal patrzyłam w ogromne pokojowe okno. Z zamyślenia wyrwał mnie dotyk rąk Mario na mojej talii, stanął za mną i przytulił mnie, całując mój policzek.
-cześć kochanie.- wymruczał mi do ucha, nadal obejmując. Po moim ciele przebiegły przyjemne dreszcze.
-cześć.- odwróciłam się tak, żeby spojrzeć mu w oczy. Gdy tylko stanęłam przodem do niego, pocałował mnie w nosek, na co delikatnie się uśmiechnęłam. Spojrzałam w jego oczy, które były pełne miłości do mnie, a ja nie potrafiłam tego docenić i z jednej strony miałam straszną ochotę wtulić się w ramiona Marco, który dawał mi taki spokój i bezpieczeństwo a z drugiej wiem, że to znowu zraniło by Mario, przecież tego drugiego kocham ponad wszystko.
- wszystko w porządku?- zapytał ze słyszalną troską w głosie, a ja poczułam że zaczynam zawodzić.
-tak, jasne.-wymusiłam coś na kształt uśmiechu i na powrót odwróciłam się w stronę okna.- ładny widok, co nie?
-tak, ale jeszcze fajniejszy by był gdybyś była ze mną szczera...- objął mnie i delikatnie odwrócił w swoją stronę, a ja uciekałam wzrokiem od jego przenikliwych spojrzeń.- ej, promyczku co jest?
-nic, po prostu ja na ciebie nie zasługuję...- pożaliłam się i "pokazałam" mu trochę swoich myśli, ubierając je w słowa.
-o czym ty mówisz, kochanie? Wiesz że kocham cię ponad wszystko.- poprowadził mnie do łóżka i usiedliśmy na nim przodem do siebie. Przeczesałam ręką swoje włosy, które były w dość dużym nieładzie. Chciałam poskładać myśli, żeby nie wygłupić się i tym samym nie zranić Mario, ale wszystkie myśli nieznośnie piętrzyły się w mojej głowie nie dając złożyć mi żadnego sensownego zdania.
-boję się że to nie ma większego sensu...- wypaliłam po dłuższej chwili, spuszczając wzrok. Spojrzałam na twarz Mario, która wyrażała smutek i zagubienie, nie wiedział co się dzieje.
-poczekaj... mówisz, że nasz związek nie ma większego sensu?- usiłował zrozumieć mój tok myślenia.
-nie. To znaczy nie wiem, po prostu boję się, że między nas wkradnie się taka codzienna rutyna...- czemu to powiedziałam? przecież właśnie o takiej rutynie marzyłam kilkanaście godzin temu w samolocie...
-nie mam pojęcia jak cię przekonać, że na pewno się nie wkradnie..- widać było, że był podłamany.
-nie musisz mnie przekonywać. Po prostu kochaj mnie tak jak umiesz...- powiedziałam tajemniczo, ale nawet ja do końca nie wiedziałam o co mi chodzi, dlatego nie oczekiwałam od Mario, że zrozumie o co mi chodzi. Przez chwilę patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem, później wstał i pocałował mnie w czoło. Podszedł do okna przy którym jeszcze chwilę temu staliśmy, teraz wyglądał jak posąg, który stoi nieruchomo i wpatruje się w pustą przestrzeń ponad niższymi budynkami. Zimowe słońce wychylało się już ponad horyzont, jego promienie muskały teraz delikatnie twarz monachijskiego pomocnika, a jego kasztanowe włosy iskrzyły się w blasku słońca. Zrobiło mi się na prawdę smutno, widząc jak bardzo dotknęło go to co powiedziałam. Wstałam z łóżka i ruszyłam w jego stronę, przytuliłam się do niego a on chwycił mnie za rękę i przez dłuższą chwilę staliśmy w ciszy.- kocham cię..- powiedziałam cicho, tak jakbym mówiła to tylko do siebie, ale wiem że on to doskonale słyszał, bo kątem oka zauważyłam że kąciki jego ust uniosły się delikatnie w górę tworząc prawie niezauważalny uśmiech.
-ja ciebie też.- szepnął i pocałował mnie w czubek głowy.- co dziś robimy?
-nie mam pojęcia..- uśmiechnęłam się.- zostańmy w hotelu.- zaproponowałam żartobliwie
-ej, jutro wracamy a ty chcesz siedzieć w hotelu? Wieczorem zabieram cię do restauracji to pewne na sto procent, ale co będziemy robić przez te 7-8 godzin?
- to zbieraj się, pozwiedzamy Warszawę.- zadecydowałam i poszłam się ubrać w wygodne ubrania.
Po wyjściu z hotelu skierowaliśmy swoje kroki do zoo, spontaniczny pomysł ale spędziliśmy tam przyjemne 4 godziny, mieliśmy setki selfie stamtąd, w taksówce zaczęliśmy je oglądać nabijając się z siebie raz po raz, jednak nasze rozbawienie przerwał dzwoniący telefon.
-halo?...hahah cześć bro!- po tych słowach wiedziałam kto dzwonił, zapewne nasz kochany blondasek, na chwilę wyłączyłam się, ale po chwili znów zaczęłam słyszeć ich rozmowę- świetnie jest!... no ale serio, żałuj że cię nie ma... wiem!... no jest, nawet siedzi obok bo właśnie wracamy do hotelu...- chodziło o mnie, pytał o mnie! Czyli on też o mnie myślał! "Boże Zu nie podniecaj się tak! jesteście tylko przyjaciółmi i tak ma zostać, pamiętaj że jesteś z Mario" takim cudownym tekstem mój rozum sprowadził mnie na Ziemię.- to do ciebie.- Mario podał mi telefon, uśmiechając się przy tym łobuzersko.
-halo?- głos mi się zachwiał, po czym odchrząknęłam.
-cześć śliczna!
-Marco, cześć.- na dźwięk jego głosu, przyjemne dreszcze przebiegły moje ciało.
-wracaj już, stęskniłem się...- powiedział z lekkim smutkiem.
-ooo, ja za tob... yhm.. już jutro wracamy.- powiedziałam zagryzając usta.
- wiem, Mario wspomniał. O i Sahin o ciebie pytał, chyba też się stęsknił.- po głosie wywnioskowałam że się uśmiechał.
-dobrze że już jutro się z wami zobaczymy.- zerknęłam na nieco znudzonego Mario i cmoknęłam go w usta- Muszę kończyć bo właśnie dojeżdżamy pod hotel, widzimy się jutro! Pa!
-pa Zu.- pożegnał mnie z lekkim smutkiem, ale wiedziałam że jeszcze dzisiaj będę chciała do niego zadzwonić. Wysiedliśmy z taksówki i powędrowaliśmy do windy, a chwilę później byliśmy już w naszym pokoju, zrzuciłam z siebie niezbyt wygodne spodnie, zostając w samej koszulce i bieliźnie. Znowu stanęłam przed wielkim oknem, oczekując na to aż Mario zwolni łazienkę. W głowie cały czas słyszałam głos Marco, dlatego bez dłuższego analizowania sytuacji wzięłam swój telefon i wysłałam blondynowi sms-a: "Marco, tęsknię za Tobą..." nim się obejrzałam, przyszła odpowiedź: "Ja za Tobą też, chciałbym żebyś była już tu na miejscu.", wymieniliśmy jeszcze kilka sms-ów i akurat wyszedł Mario, a ja zabrałam ze sobą kosmetyczkę i poszłam do łazienki przygotować się na dzisiejszą kolację z Mario. Usiadłam na krawędzi wanny i zaczęłam się zastanawiać czego ja chcę... Mario czy Mario? Życia jako dziewczyna piłkarza czy wycofania się z tego i powrotu do szarej rzeczywistości? I co najważniejsze czy powinnam się wycofać i dać szansę naprawić całkowicie to, co między Mario i Marco, zepsuła moja osoba. Zbyt dużo ważnych pytań jak na jedną osobę. Wstałam i spojrzałam w lustro, spojrzałam w oczy osoby która czuła się winna, ale czy powinna się tak czuć? Kolejne pytanie, które najprawdopodobniej zostanie bez odpowiedzi. Otworzyłam kosmetyczkę, chcąc zrobić makijaż, ale ujrzałam na jej dnie błyszczący kawałek cieniutkiej jak kartka stali, czyżby rzeczywistość lub zbieg okoliczności podpowiadał mi co mam zrobić z tą żyletką? Wzięłam ją i delikatnie obróciłam kilka razy między palcami. Nie mogę tego zrobić, przecież obiecałam, przecież ja tak naprawdę tego nie chcę... a może jednak? Ostatecznie powstrzymałam się i wrzuciłam przedmiot do kosza na śmieci. Byłam z siebie dumna. Z natłokiem myśli, zabrałam się do zrobienia makijażu, po kilkunastu minutach wyszłam i zabrałam się za szukanie kreacji na dzisiejszy wieczór, zdziwiło mnie że gdzieś zaginął Mario, a bynajmniej straciłam go z oczu, wychyliłam się za drzwi, stał na korytarzu i... flirtował ze sprzątaczką?! Tego już było za dużo jak na moje nerwy, wróciłam do łazienki i wyciągnęłam telefon dzwoniąc do Marco, po chwili blondyn znał sytuację i próbował mnie uspokoić. Jego głos tak kojąco działał na moją złość i na wszystkie moje nerwy. Między słowami Marco, usłyszałam że Mario wrócił do pokoju, pożegnałam się z Marco obiecując że nie zrobię nic głupiego i wyszłam do Mario.
- o kochanie, gotowa?- zapytał z uśmiechem
- nawet mnie nie denerwuj...- syknęłam
- co jest?
- zapytaj tej sprzątaczki od siedmiu boleści...
-co?
- Chociaż raz w życiu mógłbyś się ogarnąć! Nie rozumiesz, że nie mam już siły patrzeć jak flirtujesz z każdą ładną dziewczyną?!!- wybuchłam najpierw krzykiem, który słowo po słowie zamieniał się w szloch. Oparłam się o ścianę a chwilę później osunęłam się po niej i siedziałam na podłodze chowając twarz w dłoniach i płacząc.
-Zu, ja... ja przepraszam...
-obiecałeś że się zmienisz...dla mnie.. widocznie nie jestem na tyle ważna żebyś dotrzymał tego słowa. Ty nigdy się nie zmienisz...- spojrzałam na niego wzrokiem pełnym żalu. Po Mario zaś widziałam, że zawiódł nie tylko mnie ale też samego siebie. Bez słów podniosłam się, posłałam mu jedno obojętne spojrzenie, ubrałam się i w ciszy wyszłam z pokoju, zostawiając w nim Mario i jego myśli. Kolejny raz potraktował mnie jak opcję zapasową, może i mnie kochał ale nie umiał się na mnie skupić. Głupiał na widok ładniejszej dziewczyny, a jemu za każdym razem uchodziło to bez żadnych konsekwencji, dzisiaj na prawdę już nie wytrzymałam, kolejny raz się na nim zawiodłam. Teraz nie chodziło już tylko o to czy go kocham, chodziło o coś znacznie ważniejszego, o zaufanie które z każdą taką sytuacją tracił. Szłam ze słuchawkami na uszach i rozmyślałam o tym wszystkim co dzisiaj mnie męczyło, nawet nie zauważyłam że nogi poprowadziły mnie w "moje" miejsce. Usiadłam na jednej z ławek i przyglądałam się mostom, które były cudownie podświetlone, Stadionowi, który wcale gorzej nie wyglądał. Wdychałam chłodne grudniowe powietrze, powoli resetując wszystkie myśli błądzące po mojej głowie.W końcu po całym dniu odetchnęłam, wyrzuciłam wszystkie myśli z głowy, chociaż przez chwilę chciałam się poczuć wolna od tego wszystkiego, znów nabrałam mroźnego powietrza w płuca. Spojrzałam ostatni raz na Stadion i na resztę śpiącej Warszawy i postanowiłam wrócić do hotelowego pokoju.
Znajdując się już na 28 piętrze drzwi windy otworzyły się a ja nieśmiałym krokiem wyszłam na korytarz, który prowadził do naszego pokoju. Zdając sobie sprawę, że Mario może już spać wślizgnęłam się po cichu do pokoju, ale Mario nie spał, stał zwrócony w stronę okna, na stoliku zauważyłam ogromny bukiet róż i małe zamszowe pudełeczko, zamarłam. Puściłam bezwładnie drzwi, które trzaśnięciem przywołały wzrok Mario.
- Zuza, wiem zjebałem to, ale proszę wybacz mi.
-Mario, który to raz mnie o to prosisz?
-już ostatni.- powiedział to pewnie, bez żadnego zawahania
-ostatni.- zgodziłam się przyjąć jego przeprosiny, a on pocałował mnie delikatnie, dał mi bukiet na oko 100 róż, uśmiechnęłam się i oddałam mu bukiet żeby włożył go z powrotem do wazonu.
- mam dla ciebie propozycję...- wziął pudełeczko ze stolika i uklęknął. "nie rób tego proszę, nie rób no." błagałam go w myślach nerwowo przestępując z nogi na nogę.- wyjdziesz za mnie?- " zrobił to." znów moja podświadomość urządziła sobie w mojej głowie monolog.
-Mario... no zaskoczyłeś mnie...i kurcze nie wiem jak i co mam ci powiedzieć.. Kocham cię, ale ja chyba potrzebuję czasu żeby podjąć decyzję, bo jednak dotyczy ona naszej przyszłości i ja nie wiem, nie potrafię teraz powiedzieć "tak" po tej sytuacji, którą mam w głowie. Ale kocham Cię i chcę z tobą być i czy na razie zaręczyny są nam do szczęścia potrzebne?- popłakałam się, za dużo emocji. Nie chciałam mu tego mówić, dlatego tak bardzo prosiłam, żeby tego nie robił. Uklęknęłam obok niego, a dokładnie na przeciwko i spojrzałam mu w oczy.
-też cię kocham, dam ci tyle czasu ile potrzebujesz...- przytulił mnie a ja nie potrafiłam powstrzymać łez.- nie płacz...- pocałował mnie w czoło.
- zawiodłam cię...
-nie kochanie, nadal jesteś ze mną a to dla mnie najważniejsze. Nieważne czy masz pierścionek i nazywasz się moją narzeczoną czy nie masz i tak jesteś moja i wiem że mnie kochasz, dlatego i tak jestem wygranym. Kiedy przyjdzie odpowiedni czas pomyślimy o tym jeszcze raz, i ej nie płacz już promyczku...- mówił najłagodniejszym głosem, tak jakby tłumaczył coś dziecku, robił to z ogromną czułością.- chodź, pójdziemy spać rano mamy wylot.
Kilka minut później leżeliśmy już w łóżku, panowała między nami cisza, oboje mieliśmy trochę do przemyślenia.
Godzina 6:00, zdaliśmy już klucz od pokoju a teraz byliśmy w drodze na lotnisko, mimo że nie wsiadłam nawet do samolotu chciałam być już na miejscu zobaczyć Marco i móc się do niego przytulić, spodziewam się jednak, że będzie chciał porozmawiać z Mario o sytuacji, która miała miejsce, muszę go uprzedzić żeby tego nie robił... kilkanaście minut po 8:00 siedzieliśmy na miejscach i czekaliśmy na rozpoczęcie lotu...
* * *
od autorki: Mamy 00:26 minut po północy a ja piszę dla Was rozdział, mam nadzieję że chociaż trochę was zaskoczyłam tym rozdziałem, ale mam też nadzieję że odbierzecie go pozytywnie. Na razie nie wiem kiedy pojawi się następny, miejmy nadzieję że jutro nad nim popracuję i pojawi się koło środy? (ALE NIE OBIECUJĘ) Pozdrawiam /Patty :3
PS. gdyby ktoś z was chciał poczytać innego ciekawego bloga to zapraszam na opowiadanie pisane przez moją przyjaciółkę. (to nie żadna reklama, żeby nie było. Tylko takie info.) Blog ---> >klik<
środa, 25 lutego 2015
Rozdział 36
3:10 a ja już na nogach? To poświęcenie dla naszego wyjazdu, już mnie męczy, mam nadzieję że to już koniec poświęceń bo czuję się jak jakieś zombie.
Poszłam zaparzyć sobie mocną kawę i usiadłam przy kuchennym blacie, popijając co jakiś czas kofeinowy napój.
-o już wstałeś?- zauważyłam zaspanego Mario, który schodził po schodach.
-tak, i czuję że umarłem...- powiedział zaspany przeczesując włosy dłonią i ziewając, podeszłam do niego i go pocałowałam- i w tym momencie wróciłem do życia- powiedział uśmiechając się i obejmując mnie.
-kawa?
-ooo tak! byle czarna, mój osobisty aniele.- uśmiechnął się łobuzersko
-czarna? tak bardzo jak twoja dusza? i jaki tam ze mnie anioł.- zaśmiałam się i podałam mu kawę.
-no bez przesady kochanie z tą duszą- zaśmiał się- taki wiesz.. piękny anioł.- posłałam mu uroczy uśmiech i poszłam się ubrać. Założyłam najwygodniejsze ciuchy ze względu na dość długi lot.
- Mario za 10 minut musimy wyjść!- pośpieszyłam mojego ukochanego i zaczęłam sprawdzać czy wszystko w domu stoi bezpiecznie na swoim miejscu.
-okay, już jestem gotowy- poinformował mnie, gdy już zszedł i stanął tuż obok mnie
-dresy?-zapytałam ze zdziwioną miną
-a ty kochanie?- wskazał na moje ubranie, a ja się uśmiechnęłam.-to co, jedziemy?
-tak!
Po 40 minutach byliśmy na lotnisku, zaraz po wzięciu bagaży ruszyliśmy na odprawę.
-No to teraz przed nami długi lot.- Mario rozsiadł się na swoim miejscu.
-nie lubię latać..- skrzywiłam się, a Mario przytulił mnie i pocałował w czoło
-masz mnie, nie musisz się bać.
-wiem, Mario.- spojrzałam na niego i obdarowałam go ciepłym uśmiechem, który odwzajemnił.
-Ty, ja i czas tylko dla nas, aż się rozmarzyłem.
-nie przesadzaj.- zaśmiałam się i złożyłam nieśmiały pocałunek na jego ustach, a później ziewnęłam.
-życzyć ci dobranoc?
-chyba tak, dobrze mi zrobi jak się prześpię.
-to dobranoc, a ja poczytam.- wyjął ze swojej podręcznej torby jakąś książkę i zagłębił się w lekturze. Ja położyłam głowę na jego ramieniu i zasnęłam. Miałam dziwny lecz przyjemny sen, śniło mi się że ja i Mario stoimy przed dużym zniszczonym budynkiem, było ciemno ale dało się zauważyć napis-" "szpital psychiatryczny". Budynek od dawna stał pusty, ale moją uwagę przykuło światło, które było widać z zewnątrz. Pociągnęłam Mario za sobą i weszłam do środka, podążyłam do pokoju w którym świeciło się światło, co jakiś czas po ciemku potykałam się o gruz, stare przedmioty i tego typu rzeczy. Dotarłam do jasnego, oświetlonego pokoju, był wysprzątany, na podłodze leżał czerwony dywan a na dywanie były poustawiane świeczki.
- wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy naszego ślubu kochanie.-Mario wręczył mi prezent.
-ślubu?- powtórzyłam ostrożnie.
-tak.- Mario wyszedł i za chwilę wrócił z winem i kieliszkami."
Otworzyłam oczy i spojrzałam na Mario, który nadal był pogrążony w lekturze, spojrzałam na zegarek, znajdujący się na jego nadgarstku , była 9:50. Sen wydawał mi się taki krótki a jednak minęło sporo czasu odkąd zasnęłam. Oznacza to jednak, że za niedługo powinniśmy lądować w Warszawie. Siedziałam zapatrzona w okno, rozmyślałam nad tym dziwnym snem, nie wiem co oznaczył, nie wiem czy w ogóle coś oznaczał... Chociaż wizja wspólnego życia z Mario i ślub z nim, bardzo mi się podobała, oczami wyobraźni widziałam nasze poranki, ja z małym chłopczykiem o ciemno-miodowych włosach i dużych brązowych oczkach szykuję mojemu ukochanemu kawę, podczas gdy on zbiera rzeczy na swój trening, je z nami śniadanie i wychodzi na stadion całując w czoło naszego synka i składając delikatny pocałunek na moich ustach, jeszcze zanim wsiądzie do samochodu mówi mi że wróci koło 15:00. Na ten obraz przyszłości na moich ustach pojawił się promienny uśmiech, który nie uszedł uwadze Mario.
-co się śmiejesz pszczółko?- uśmiechnął się łobuzersko
-miałam fajną wizję naszej przyszłości.- zaśmiałam się
-jaką?
-byliśmy szczęśliwi...-powiedziałam tajemniczo
-a teraz nie jesteśmy?- pocałował mnie czule
-jesteśmy.- zgodziłam się z nim, po czym usłyszeliśmy komunikat że lądujemy. Byłam bardzo podekscytowana, ale nadal zastanawiałam się czy razem z Mario powinniśmy odwiedzić moich rodziców i powiedzieć im o nas, czy może przedstawić Mario moim rodzicom dopiero na wigilii, serce podpowiadało coś innego a rozum coś innego. Stwierdziłam, że zapytam o zdanie mojego ukochanego, ale on stwierdził że możemy ich odwiedzić od razu, gdy tylko zostawimy nasze bagaże w hotelu.
Równo o 10:30 staliśmy już przed Warszawskim lotniskiem i czekaliśmy na zamówioną taksówkę. W środku dość szybko i sprawnie podałam kierowcy adres hotelu i ruszyliśmy. Mario przez całą drogę do hotelu trzymał moją dłoń i mnie przytulał, dopiero gdy podeszliśmy do lady recepcyjnej puścił moją dłoń, ale nadal był nieco onieśmielony gdyż większość spojrzeń w hotelowym lobby było skierowanych na mojego ukochanego. Po podpisaniu odpowiednich dokumentów otrzymaliśmy klucz do naszego pokoju, w końcu po paru minutach byliśmy już w środku.
-To była długa podróż..- jęknęłam opadając na łóżko i przymykając oczy
-nie było tak źle.- położył się obok mnie i przyciągnął do siebie. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i nasłuchiwałam rytmicznego bicia jego serca. Mario zaś bawił się moimi włosami nawijając je sobie na palce.- nie mieliśmy iść do twoich rodziców?- zaproponował to co ja chciałam odwieść w czasie.
-idę się wykąpać.- spojrzałam na niego, delikatnie się uśmiechnęłam a on spojrzał mi w oczy i wiedział, że coś jest nie tak.
-co się stało? nie chcesz do nich iść?
-chcę, ale boję się że nie zaakceptują tego związku...
-nie martw się, nie dowiemy się dopóki nie spróbujemy.- uśmiechnął się zachęcająco- chyba że naprawdę nie chcesz, wtedy pójdziemy razem na kolację do jakiejś restauracji.-spojrzał na mnie pytająco.
-nie, pójdziemy dzisiaj do nich tylko daj mi chwilę chciałabym się odświeżyć- wymusiłam na swojej twarzy uśmiech, odwróciłam się żeby odejść, ale Mario złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie, spojrzał w oczy i z uśmiechem powiedział:
-kocham cię i już zawsze będę cię kochał.- po tych słowach pocałował mnie i puścił, a ja zarumieniłam się i podążyłam do łazienki. Wzięłam dość szybki prysznic, wyprostowałam włosy, zrobiłam makijaż i ubrałam się, po czym wyszliśmy. Dom moich rodziców znajdował się jakieś 40 minut spacerem od naszego hotelu, dlatego postanowiliśmy iść pieszo.
W końcu po 40 minutach stanęliśmy przed drzwiami domu, spojrzałam na lekko poddenerwowanego Mario, ścisnęłam jego rękę i zadzwoniłam. Moje serce wybijało swój maksymalny rytm a moje kolana drżały, co nie uszło uwadze mojego ukochanego.
-spokojnie kochanie..- szepnął do mojego ucha po czym pocałował moją skroń co dodało mi odwagi. Po kilku sekundach otworzyły się drzwi a za nimi stanęła moja mama lustrując mnie i Mario wzrokiem, chwilę później podszedł mój tata a jego oczy jakby uwolniły setki iskrzących gwiazdek na widok Mario. Teraz odetchnęłam bo wiedziałam, że tata już zaakceptował Mario, ale została jeszcze mama.
-dzień dobry, Mario Götze.- powiedział uprzejmie przerywając ciszę, szarmancko ucałował dłoń mojej rodzicielki, czym zaskarbił sobie jej szacunek, z tatą wymienił uścisk dłoni. Teraz kiedy wszyscy mniej więc się już znali, weszliśmy do środka, ja nadal byłam blisko Mario, nadal trzymałam jego dłoń, co chyba nie do końca przypadło do gustu mamie, bo przy stole usadowiła nas nie obok siebie a na przeciwko, tak żebyśmy nie mogli trzymać się za ręce. Moja pewność siebie wzrosła gdy rodzice z zainteresowaniem i uprzejmością pytali Mario o różne rzeczy, o to jak długo ze sobą jesteśmy, skąd pochodzi, no i najważniejsze pytanie mojego taty: "jakie masz plany wobec mojej córki?". Zdziwiłam się gdy o to zapytał, bo zawsze miałam wrażenie, że jestem dla niego kulą u nogi i że wcale mnie nawet nie zauważa, ale nie tyle zdziwiło mnie pytanie taty co odpowiedź Mario: "już ze sobą mieszkamy, ale kiedy przyjdzie czas na pewno przeniesiemy nasz związek na wyższy poziom, to znaczy w odpowiednim czasie poślubię pańską córkę...". Spojrzałam karcącym wzrokiem na mamę która teatralnie odchrząknęła, miałam nadzieję że tata nie zrozumiał tego że ze sobą mieszkamy, bo prawdopodobnie byłby zły, jednak moja nadzieja na nic się zdała moi rodzice perfekcyjnie i płynnie mówili po niemiecku tak samo jak ja i reszta naszej rodziny. O dziwo atmosfera była naprawdę przyjemna, było to dla mnie aż zaskakujące bo nie pamiętam momentu kiedy ostatni raz taka atmosfera zawitała w tym domu. Mijały kolejne minuty a Mario coraz bardziej zaskarbiał sobie sympatię moich rodziców, miał coś w sobie, po kilku minutach rozmowy każdy się przy nim rozluźniał i otwierał, nawet moi rodzice zaczęli z nim żartować a na mnie spojrzeli łaskawszym wzrokiem, nie wiem co się stało ale byłam zadowolona z tego można powiedzieć już wieczoru, zbliżała się już 17:00. Obiad z moimi rodzicami wypadł perfekcyjnie, nie mogłam w to uwierzyć ale nawet zbliżyłam się do moich rodziców co było wyczynem, żadnej awantury, pretensji, nic, po prostu miła atmosfera. Dom moich rodziców opuściliśmy o 19:00 w świetnych humorach, zrobiliśmy sobie jeszcze spacer na Warszawską starówkę.
-chodź, pokażę ci moje miejsce..- szepnęłam do niego i złapałam jego dłoń a on zamknął ją w swojej. Poszliśmy na taras skąd było widać Wisłę, Stadion Narodowy, mosty. Lubiłam tam przychodzić w dodatku teraz będąc z Mario czułam jakby czas stanął w miejscu, nic poza nami teraz nie istniało.
Kiedy opuściliśmy już Starówkę, poszliśmy zmęczeni prosto do hotelu, zmyłam makijaż i położyłam się, chwilę później dołączył do mnie Mario, z którym jeszcze długo rozmawialiśmy o nas i naszym związku. Cieszyliśmy się, że mamy siebie... Koło 23:40 odpłynęłam do krainy Morfeusza, zasypiając w ramionach Mario, gdyż jutro czeka nas znowu ciekawy dzień...
* * *
od autorki: W pierwszej kolejności bardzo Was przepraszam za przerwę między rozdziałami, brakowało mi i czasu i weny ( 37 już zaczęłam pisać więc pojawi się w piątek lub w sobotę) no i mam nadzieję że ten rozdział się spodoba, gdyż pisałam go 2 razy bo nie mogłam zdecydować się na pewne sceny. A ogólnie jestem z niego w miarę zadowolona. Pozdrawiam /Patty :3
Poszłam zaparzyć sobie mocną kawę i usiadłam przy kuchennym blacie, popijając co jakiś czas kofeinowy napój.
-o już wstałeś?- zauważyłam zaspanego Mario, który schodził po schodach.
-tak, i czuję że umarłem...- powiedział zaspany przeczesując włosy dłonią i ziewając, podeszłam do niego i go pocałowałam- i w tym momencie wróciłem do życia- powiedział uśmiechając się i obejmując mnie.
-kawa?
-ooo tak! byle czarna, mój osobisty aniele.- uśmiechnął się łobuzersko
-czarna? tak bardzo jak twoja dusza? i jaki tam ze mnie anioł.- zaśmiałam się i podałam mu kawę.
-no bez przesady kochanie z tą duszą- zaśmiał się- taki wiesz.. piękny anioł.- posłałam mu uroczy uśmiech i poszłam się ubrać. Założyłam najwygodniejsze ciuchy ze względu na dość długi lot.
- Mario za 10 minut musimy wyjść!- pośpieszyłam mojego ukochanego i zaczęłam sprawdzać czy wszystko w domu stoi bezpiecznie na swoim miejscu.
-okay, już jestem gotowy- poinformował mnie, gdy już zszedł i stanął tuż obok mnie
-dresy?-zapytałam ze zdziwioną miną
-a ty kochanie?- wskazał na moje ubranie, a ja się uśmiechnęłam.-to co, jedziemy?
-tak!
Po 40 minutach byliśmy na lotnisku, zaraz po wzięciu bagaży ruszyliśmy na odprawę.
-No to teraz przed nami długi lot.- Mario rozsiadł się na swoim miejscu.
-nie lubię latać..- skrzywiłam się, a Mario przytulił mnie i pocałował w czoło
-masz mnie, nie musisz się bać.
-wiem, Mario.- spojrzałam na niego i obdarowałam go ciepłym uśmiechem, który odwzajemnił.
-Ty, ja i czas tylko dla nas, aż się rozmarzyłem.
-nie przesadzaj.- zaśmiałam się i złożyłam nieśmiały pocałunek na jego ustach, a później ziewnęłam.
-życzyć ci dobranoc?
-chyba tak, dobrze mi zrobi jak się prześpię.
-to dobranoc, a ja poczytam.- wyjął ze swojej podręcznej torby jakąś książkę i zagłębił się w lekturze. Ja położyłam głowę na jego ramieniu i zasnęłam. Miałam dziwny lecz przyjemny sen, śniło mi się że ja i Mario stoimy przed dużym zniszczonym budynkiem, było ciemno ale dało się zauważyć napis-" "szpital psychiatryczny". Budynek od dawna stał pusty, ale moją uwagę przykuło światło, które było widać z zewnątrz. Pociągnęłam Mario za sobą i weszłam do środka, podążyłam do pokoju w którym świeciło się światło, co jakiś czas po ciemku potykałam się o gruz, stare przedmioty i tego typu rzeczy. Dotarłam do jasnego, oświetlonego pokoju, był wysprzątany, na podłodze leżał czerwony dywan a na dywanie były poustawiane świeczki.
- wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy naszego ślubu kochanie.-Mario wręczył mi prezent.
-ślubu?- powtórzyłam ostrożnie.
-tak.- Mario wyszedł i za chwilę wrócił z winem i kieliszkami."
Otworzyłam oczy i spojrzałam na Mario, który nadal był pogrążony w lekturze, spojrzałam na zegarek, znajdujący się na jego nadgarstku , była 9:50. Sen wydawał mi się taki krótki a jednak minęło sporo czasu odkąd zasnęłam. Oznacza to jednak, że za niedługo powinniśmy lądować w Warszawie. Siedziałam zapatrzona w okno, rozmyślałam nad tym dziwnym snem, nie wiem co oznaczył, nie wiem czy w ogóle coś oznaczał... Chociaż wizja wspólnego życia z Mario i ślub z nim, bardzo mi się podobała, oczami wyobraźni widziałam nasze poranki, ja z małym chłopczykiem o ciemno-miodowych włosach i dużych brązowych oczkach szykuję mojemu ukochanemu kawę, podczas gdy on zbiera rzeczy na swój trening, je z nami śniadanie i wychodzi na stadion całując w czoło naszego synka i składając delikatny pocałunek na moich ustach, jeszcze zanim wsiądzie do samochodu mówi mi że wróci koło 15:00. Na ten obraz przyszłości na moich ustach pojawił się promienny uśmiech, który nie uszedł uwadze Mario.
-co się śmiejesz pszczółko?- uśmiechnął się łobuzersko
-miałam fajną wizję naszej przyszłości.- zaśmiałam się
-jaką?
-byliśmy szczęśliwi...-powiedziałam tajemniczo
-a teraz nie jesteśmy?- pocałował mnie czule
-jesteśmy.- zgodziłam się z nim, po czym usłyszeliśmy komunikat że lądujemy. Byłam bardzo podekscytowana, ale nadal zastanawiałam się czy razem z Mario powinniśmy odwiedzić moich rodziców i powiedzieć im o nas, czy może przedstawić Mario moim rodzicom dopiero na wigilii, serce podpowiadało coś innego a rozum coś innego. Stwierdziłam, że zapytam o zdanie mojego ukochanego, ale on stwierdził że możemy ich odwiedzić od razu, gdy tylko zostawimy nasze bagaże w hotelu.
Równo o 10:30 staliśmy już przed Warszawskim lotniskiem i czekaliśmy na zamówioną taksówkę. W środku dość szybko i sprawnie podałam kierowcy adres hotelu i ruszyliśmy. Mario przez całą drogę do hotelu trzymał moją dłoń i mnie przytulał, dopiero gdy podeszliśmy do lady recepcyjnej puścił moją dłoń, ale nadal był nieco onieśmielony gdyż większość spojrzeń w hotelowym lobby było skierowanych na mojego ukochanego. Po podpisaniu odpowiednich dokumentów otrzymaliśmy klucz do naszego pokoju, w końcu po paru minutach byliśmy już w środku.
-To była długa podróż..- jęknęłam opadając na łóżko i przymykając oczy
-nie było tak źle.- położył się obok mnie i przyciągnął do siebie. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i nasłuchiwałam rytmicznego bicia jego serca. Mario zaś bawił się moimi włosami nawijając je sobie na palce.- nie mieliśmy iść do twoich rodziców?- zaproponował to co ja chciałam odwieść w czasie.
-idę się wykąpać.- spojrzałam na niego, delikatnie się uśmiechnęłam a on spojrzał mi w oczy i wiedział, że coś jest nie tak.
-co się stało? nie chcesz do nich iść?
-chcę, ale boję się że nie zaakceptują tego związku...
-nie martw się, nie dowiemy się dopóki nie spróbujemy.- uśmiechnął się zachęcająco- chyba że naprawdę nie chcesz, wtedy pójdziemy razem na kolację do jakiejś restauracji.-spojrzał na mnie pytająco.
-nie, pójdziemy dzisiaj do nich tylko daj mi chwilę chciałabym się odświeżyć- wymusiłam na swojej twarzy uśmiech, odwróciłam się żeby odejść, ale Mario złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie, spojrzał w oczy i z uśmiechem powiedział:
-kocham cię i już zawsze będę cię kochał.- po tych słowach pocałował mnie i puścił, a ja zarumieniłam się i podążyłam do łazienki. Wzięłam dość szybki prysznic, wyprostowałam włosy, zrobiłam makijaż i ubrałam się, po czym wyszliśmy. Dom moich rodziców znajdował się jakieś 40 minut spacerem od naszego hotelu, dlatego postanowiliśmy iść pieszo.
W końcu po 40 minutach stanęliśmy przed drzwiami domu, spojrzałam na lekko poddenerwowanego Mario, ścisnęłam jego rękę i zadzwoniłam. Moje serce wybijało swój maksymalny rytm a moje kolana drżały, co nie uszło uwadze mojego ukochanego.
-spokojnie kochanie..- szepnął do mojego ucha po czym pocałował moją skroń co dodało mi odwagi. Po kilku sekundach otworzyły się drzwi a za nimi stanęła moja mama lustrując mnie i Mario wzrokiem, chwilę później podszedł mój tata a jego oczy jakby uwolniły setki iskrzących gwiazdek na widok Mario. Teraz odetchnęłam bo wiedziałam, że tata już zaakceptował Mario, ale została jeszcze mama.
-dzień dobry, Mario Götze.- powiedział uprzejmie przerywając ciszę, szarmancko ucałował dłoń mojej rodzicielki, czym zaskarbił sobie jej szacunek, z tatą wymienił uścisk dłoni. Teraz kiedy wszyscy mniej więc się już znali, weszliśmy do środka, ja nadal byłam blisko Mario, nadal trzymałam jego dłoń, co chyba nie do końca przypadło do gustu mamie, bo przy stole usadowiła nas nie obok siebie a na przeciwko, tak żebyśmy nie mogli trzymać się za ręce. Moja pewność siebie wzrosła gdy rodzice z zainteresowaniem i uprzejmością pytali Mario o różne rzeczy, o to jak długo ze sobą jesteśmy, skąd pochodzi, no i najważniejsze pytanie mojego taty: "jakie masz plany wobec mojej córki?". Zdziwiłam się gdy o to zapytał, bo zawsze miałam wrażenie, że jestem dla niego kulą u nogi i że wcale mnie nawet nie zauważa, ale nie tyle zdziwiło mnie pytanie taty co odpowiedź Mario: "już ze sobą mieszkamy, ale kiedy przyjdzie czas na pewno przeniesiemy nasz związek na wyższy poziom, to znaczy w odpowiednim czasie poślubię pańską córkę...". Spojrzałam karcącym wzrokiem na mamę która teatralnie odchrząknęła, miałam nadzieję że tata nie zrozumiał tego że ze sobą mieszkamy, bo prawdopodobnie byłby zły, jednak moja nadzieja na nic się zdała moi rodzice perfekcyjnie i płynnie mówili po niemiecku tak samo jak ja i reszta naszej rodziny. O dziwo atmosfera była naprawdę przyjemna, było to dla mnie aż zaskakujące bo nie pamiętam momentu kiedy ostatni raz taka atmosfera zawitała w tym domu. Mijały kolejne minuty a Mario coraz bardziej zaskarbiał sobie sympatię moich rodziców, miał coś w sobie, po kilku minutach rozmowy każdy się przy nim rozluźniał i otwierał, nawet moi rodzice zaczęli z nim żartować a na mnie spojrzeli łaskawszym wzrokiem, nie wiem co się stało ale byłam zadowolona z tego można powiedzieć już wieczoru, zbliżała się już 17:00. Obiad z moimi rodzicami wypadł perfekcyjnie, nie mogłam w to uwierzyć ale nawet zbliżyłam się do moich rodziców co było wyczynem, żadnej awantury, pretensji, nic, po prostu miła atmosfera. Dom moich rodziców opuściliśmy o 19:00 w świetnych humorach, zrobiliśmy sobie jeszcze spacer na Warszawską starówkę.
-chodź, pokażę ci moje miejsce..- szepnęłam do niego i złapałam jego dłoń a on zamknął ją w swojej. Poszliśmy na taras skąd było widać Wisłę, Stadion Narodowy, mosty. Lubiłam tam przychodzić w dodatku teraz będąc z Mario czułam jakby czas stanął w miejscu, nic poza nami teraz nie istniało.
Kiedy opuściliśmy już Starówkę, poszliśmy zmęczeni prosto do hotelu, zmyłam makijaż i położyłam się, chwilę później dołączył do mnie Mario, z którym jeszcze długo rozmawialiśmy o nas i naszym związku. Cieszyliśmy się, że mamy siebie... Koło 23:40 odpłynęłam do krainy Morfeusza, zasypiając w ramionach Mario, gdyż jutro czeka nas znowu ciekawy dzień...
* * *
od autorki: W pierwszej kolejności bardzo Was przepraszam za przerwę między rozdziałami, brakowało mi i czasu i weny ( 37 już zaczęłam pisać więc pojawi się w piątek lub w sobotę) no i mam nadzieję że ten rozdział się spodoba, gdyż pisałam go 2 razy bo nie mogłam zdecydować się na pewne sceny. A ogólnie jestem z niego w miarę zadowolona. Pozdrawiam /Patty :3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)